piątek, 19 lutego 2010

dlaczego ciągle choruję "śmiertelnie i nieuleczalnie"?

Nie jestem człowiekiem specjalnie odważnym i jest wiele rzeczy, których bałbym się zrobić np: nocować w norweskim więzieniu dla homoseksualistów, bałbym się stanąć oko w oko z watahą wygłodniałych wilków mając do dyspozycji jedynie okulary przeciwsłoneczne lub jechać taksówką. Jedak poza jakimiś skrajnymi wyjątkami na specjalny brak odwagi nie mogę narzekać.
Schody zaczynają się zawsze gdy czuję, że zaczynam chorować. Problemem jest to, że nawet przy najmniejszym katarze, lub zatwardzeniu jestem święcie przekonany, że jestem jedynym na świecie nosicielem jakiejś nowej nieodkrytej i nieuleczalnej odmiany Eboli. Znacznie gorzej dzieje się gdy zaczynam mieć krwawienie z nosa, wówczas leżę dygocąc na moim łóżku i zastanawiam się czy od śmierci z wykrwawienia dzielą mnie godziny czy może już tylko minuty.
Ale to co stało się całkiem niedawno wpędziło mnie w stan psychozy. Zasłabłem!
I to nie byle jak, najpierw zakuło mnie serce potem poczułem jak lecę. Z początku byłem przekonany, że to zawał lub, że właśnie eksplodowała mi tętnica. Później jednak pocieszając sam siebie doszedłem do wniosku, że jakby miło być to coś poważnego, to bym już dawno nie egzystował na tym świecie i całą winą obarczyłem żołądek i pokarm, który wcześniej wrzuciłem do niego z prędkością światła. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że sam w sumie w to nie dowierzam. Wmawiam sobie systematycznie, że to musi się powtórzyć i każda sytuacja jest automatycznie odbierana przeze mnie jako sygnał do położenia się na ziemi i wydania okrzyku o moim krytycznym stanie. A co jest najgorsze takie właśnie sytuację sam sobie potrafię już wmówić. Serio. Przekonałem się o tym, że źle się czuję tylko wtedy kiedy o tym myślę, gdy mam jakiekolwiek choćby najmniej kreatywne zajęcie na świecie jakim jest czytanie dowcipów serwowanych przez iGoogle czuję się całkiem normalnie, gdyby nie drobne dolegliwości żołądkowe które mam w obu sytuacjach. Ale oczywiście nie może być tak dobrze. Gdy nachodzi mnie ochota na to znaczy się, na to i owo, co zmierza do oczyszczenia ciała ze zbędnych substancji, jestem przerażony wizją, że stanie mi serce, lub nie wytrzyma wysiłku i zejdę w kiblu, co zaraz za nocowaniem w przyczepie campingowej jest najbardziej upokarzającą rzeczą na świecie.
Tak więc teraz opisując całą zaistniałą sytuację zastanawiam się kiedy nastąpi kolejny atak jakiegoś super groźnego wirusa, który upodoba sobie właśnie mnie jako swojego nosiciela, a pewien jestem, że rozpocznie się to od bólu gardła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz