niedziela, 28 lutego 2010
Ferie.
Te ferie okazały się męczarnią. Były dla mnie okazją do tego aby przekonać się o totalnym braku celu wstawania z łóżka a co za tym idzie- życia. Nie żartuję. Ferie wyssały ze mnie resztki sił. Nie dosyć, że nie udało mi się nic konkretnego ani tym bardziej konstruktywnego zrobić, to jeszcze mój brzuch sugeruje, że jestem w zaawansowanej ciąży z nosorożcem, a to przez ogromne ilości znajdującej się w nim pizzy, którą można by pokryć większą część Australii. Oczywiście Pomimo codziennego spania do południa nie udało mi się wyspać, być może miało to związek z zasypaniem około godziny drugiej w nocy, albo z malowaniem, z którego prawdopodobnie przez totalny brak talentu zostałem automatycznie wykluczony. Tak więc leżałem w smrodzie farby próbując z zamkniętymi oczami wymacać godzinę na ekranie telefonu komórkowego, który wydawał się wielkości włosa łonowego. Nawet nie byłem w stanie odblokować klawiatury bez uprzedniego wpakowania telefonu w nos. Gdy wreszcie mój cel został osiągnięty po omacku zmierzałem do łazienki aby przekonać się jak bardzo bolą zęby po kontakcie z umywalką i jak cholernie trudno ustawić odpowiednią temperaturę pod prysznicem. Co do samego prysznica, to też ciekawa sprawa. Albo uderzają mnie w głowę kostki lodu i po brodziku wesoło drepta cała rodzina pingwinów albo te same pingwiny umierają w akcie całopalenia gdy strumień płonącej żywym ogniem wody, wypływa z siłą tsunami z prysznica zmiatając wszystko co stanie mu na drodze z koszem na brudną bieliznę włącznie. Ajj chyba zapędziłem się i trochę odbiegłem od tematu. Wracając do ferii, nawet nie moglem się dobrze zabawić przez problemy żołądkowe opisane w poprzednim poście. Tak więc ferie płynęły na farbowym haju z codziennym dokonywaniem holokaustu na rodzince pingwinów. I jak tu wypocząć? Nawet nie było na co narzekać, bo w sumie nie miałem żadnych obowiązków, a największym zmartwieniem było, to kiedy pizza z poprzedniego dnia wreszcie da mi spokój, dlatego też nie mogę się doczekać powrotu do szkoły, gdzie wszystko będzie bardzo irytujące, ja będę wyspany z konieczności i wreszcie będę miał się do czego doczepić. Tak więc szykujcie się na wysyp postów z dogłębnym opisem wszystkich irytujących mnie rzeczy z gumami pod ławką i brakami papieru w wc włącznie. Do usłyszenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz